Jakiś czas temu, prezydent Górski podniósł niezwykle ważną i jak się później okazało kontrowersyjną kwestię, dotyczącą włączenia w granice Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej gruntu u zbiegu alei Zwycięstwa i ulicy 3 Maja o pow. ponad 4 tys. metrów kwadratowych. Obydwaj panowie prezydenci, Górski wraz z Łukawskim, przekonywali o słuszności tej decyzji. Wskazując na tworzenie nowych miejsc pracy, wzrost potencjału inwestycyjnego, atrakcyjności, rozwoju miasta i wielu innych. Można w tym momencie zachodzić w głowę, dlaczego człowiek o lewicowych poglądach mówi o pozytywnych skutkach niskich podatków i ograniczenia biurokracji? Ponieważ Strefy ekonomiczne to nic innego, jak nieco bardziej wolnorynkowa wersja wszechobecnego etatyzmu.

 

Nasuwa się kolejne pytanie, jeśli Kazimierz Górski jawnie przyznaje i udowadnia profity płynące z niższych podatków, mniejszego etatyzmu, dlaczego nadal jest w SLD, dlaczego pełen hipokryzji wiesza psy na wolnym rynku? Osobiście uważam, że należałoby wprowadzić „strefę ekonomiczną” obejmującą cały kraj. Ostatecznie zadowoliłbym się póki co strefą ekonomiczną na terenie całego Sosnowca. Czemu mielibyśmy nie uczynić całego miasta atrakcyjnym dla inwestorów? Dlaczego przedsiębiorca inwestujący w jednej części miasta miałby mieć gorsze warunki niż przedsiębiorca, o takich samych środkach, w terenie uznanym przez władze za strefę ekonomiczną? Pozwólmy, że to nie politycy będą decydować o atrakcyjności jakiegoś terenu, a ludzie którzy znają

się na

tym najlepiej, czyli prywatni inwestorzy. W końcu wkładają w to swoje pieniądze. Nie traktujmy poważnych ludzi jak dzieci, które trzeba na siłę za rączkę prowadzić przez pasy.

 

Skoro Kazimierz Górski powiedział w jednym z wywiadów:

 

„Dla potencjalnego inwestora informacja o tym, że w mieście istnieje specjalna strefa ekonomiczna, jest jednocześnie pozytywnym sygnałem, że z miastem można współpracować w innych dziedzinach. Istnienie stref ekonomicznych bardzo podnosi gospodarczą wiarygodność Sosnowca. „

 

To jeśli inwestor usłyszy, że całe miasto jest jedną wielką strefą ekonomiczną, to wieść o tym, że Sosnowiec to najlepsze miejsce do zainwestowania swoich pieniędzy rozniesie się z prędkością błyskawicy. Ludzie podejmują racjonalne decyzję, mając na względzie swoje dobro, więc to logiczne, że mając do zainwestowania 10 milionów złotych, wybierze miejsce, w którym wyda tych pieniędzy jak najmniej na opłaty urzędowe, a jak najwięcej w swoje przedsięwzięcie. Bo, jak to się mówi, żeby wyjąć – trzeba włożyć. Nie musimy żyć w mieście, gdzie galopuje bezrobocie i bieda, a prywatny biznes upada nie pod wpływem rynku, a przez urzędy.

 

Wracając do sprawy strefy ekonomicznej, Radni nie byli równie podekscytowani propozycją prezydenta, co sam prezydent. Mateusz Rykała stwierdził, że to miejsce powinno służyć ludziom, a widziałby tam chociażby restaurację, nie biurowiec. Otóż, Pan Rykala przedstawił wizję świata, o która bardziej podejrzewałbym członka SLD, czy Niezależnych niż PO, ponoć wolnorynkowej partii (sic!). Chciałbym przypomnieć, że to nie pan jaśnie radny może zadecydować o tym w co przedsiębiorca chce inwestować, a sam przedsiębiorca. To on analizuje rynek, to on rozeznał się jaki jest popyt, a jaka podaż na rynku. I dla przypomnienia, prosta zasada przedsiębiorczości, jeśli nie możemy znaleźć jakiegoś towaru lub usługi, w konkretnym miejscu, dzieje się tak z dwóch powodów:

 

  • przedsiębiorcy nie wykorzystują okazji, a wtedy sami powinniśmy się zastanowić, czy nie skorzystać ze sposobności
  • istnieją jakieś uzasadnione powody, dla których pewne dobra i usługi nie znajdą zainteresowania wśród bezpośrednio odbiorców usługi, a pośrednio dawców, czyli przedsiębiorców

 

W takim przypadku proponuję radnemu Rykale, by sam zastanowił się czy nie zainwestować w restauracyjkę na alei Zwycięstwa. Jeśli jednak okazuje się, że nie jest to opłacalne, to nie zdziwiłbym się gdyby usłyszał jako odpowiedź – implikację jego poprzednich słów, czyli że dla dobra wspólnego należy zrobić tam publiczną restaurację, skoro rynek zawodzi. I tak powracamy w bardzo ponure czasy. Panie Rykała, rynek nie zawodzi, po prostu ludzie nie mają takich potrzeb.

 

A kto wie, może powstałaby restauracja wedle życzenia radnego ganeric cialis Rykały 200 metrów dalej, gdyby warunki inwestycyjne nie były tak grabieżcze?

 

Mam jedynie nadzieję, że władze zdają sobie sprawę, że równolegle z obniżką podatków musi iść cięcie wydatków. Nie jestem keynsistą, a większość ludzi o moich poglądach, niestety nabiera się na sztuczki uczniaków Keynsa. Otóż, teorię tego ekonomisty można skrócić w trzech tezach: obniżka podatków-zwiększanie wydatków-zadłużaj się, bracie, zadłużaj. Nie, za taką obniżkę podatków dziękuję. Pieniądze, które zaoszczędziłbym dzięki obniżce podatków zniknęłyby z nawiązką na skutek zadłużenia, które sztucznie zwiększając podaż pieniądza pozostawiłoby popyt na starym poziomie. Dzięki czemu siła nabywcza pieniądza malałaby, a wraz z tym moje oszczędności, ale to już dywagację na oddzielny temat.

 

Podsumowując, strefy ekonomiczne to wymysł ludzi o poglądach lewicowych, czyli znających się nie tyle na ekonomii, co na wykresach i modelach ekonometrycznych, które posiadając tysiące dziwacznych założeń, są kompletnie nieżyciowe, a jednak są wcielane w życie. Uważam, że każdy powinien działać według tych samych zasad, żadnych ulg z których Ci najmniejsi nie mogą skorzystać. Proste i sprawiedliwe zasady pozostawiające biznes w rękach biznesmanów, tych malutkich, średnich i wielkich. Oni naprawdę potrafią sobie poradzić samemu.